Rozdział zamknięty

Czas definitywnie zakończyć poprzedni sezon. Dość wspominania. Przede mną jeden z najważniejszych startów w moim życiu.

Pierwsze Mistrzostwa Świata zawsze pozostaną w pamięci – niezależnie od miejsca i czasu z jakim wrócę, dla mnie będzie to olbrzymi zaszczyt ścigać się na tej wyspie, o której tyle czytałem i którą tyle razy widziałem na motywacyjnych filmach z serii – „Anything is Possible”

Wielokrotnie zabierałem się za podsumowanie sezonu,  jednak liczby które miałbym zaprezentować nijak mają się do osiągnięć Michała Podsiadłowskiego czy też Marcina Koniecznego – ale w końcu może nie muszą. Panowie to nadal nie moja liga i  teraz raczej walką będzie o pozostanie w ich pobliżu niż o triumfalne wyprzedzenie ich na jakiś zawodach.
Moim głównym celem na Kone jest przede wszystkim dobrze się bawić … no i  jak najbardziej zbliżyć się do czasu Michała –  nie mogę oprzeć się tej odrobiny męskiej rywalizacji;).

Wracajmy do faktów :
W 2017 miałem dwa starty główne :
– Karkonoszman
– Ironman Wisconsin
Tak też planowane były moje szczyty ( a raczej pagórki) formy. Tu  muszę przyznać, że mimo iż bardzo często przestawiałem sobie cześć treningów – co doprowadzało trenera do szewskiej pasji-  to i tak udało się Kubie osiągnąć zamierzony cel. Chodź  przez moje zmiany raz za razem wdrażał plan naprawczy do planu naprawczego poprzedzony planem ostatniej szansy i planem ratunkowym – wniosek na ten sezon  – nie mieszać samemu w planie przygotowanym przez trenera ( a jeśli już mam taki zamiar –  to warto to z nim ustalić przed a nie po fakcie 🙂

Kolejnym największym błędem jaki popełniłem było skupienie się na dyscyplinie która i tak szła mi najlepiej – kolarstwie. Ta nieprzemyślana decyzja kosztowała mnie dobre kila pozycji na Ironman ( tempo pływackiego spadło o około 10s na 100m – a to już są cenne minuty jeśli macie zamiar walczyć o miejsce)

W skali roku tylko kilkukrotnie osiągnąłem poziom 1000 TSS tygodniowo – co dla zwykłego śmiertelnika znaczyć może tylko jedno : w tym okresie trenowałem około 20h  tygodniowo. Patrząc na piki TSS bardzo łatwo wywnioskować kiedy byłem na obozie oraz kiedy był Karkonoszman i IM Wisconsin ( tygodnie poprzedzające starty to piki TSS)

Sam byłem zaskoczony ilościami godzin spędzonymi na treningach … więc pewnie was też to zaskoczy . Średnio w ciągu roku to 11h tygodniowo.
Jedyny wniosek jaki przychodzi mi do głowy to fakt, iż był to już mój 6 sezon ( przy naprawdę mocno przepracowanych poprzednich pięciu). To zapewne pozwoliło mi utrzymać, a nawet podnieść formę przy zmniejszeniu ilości treningów .

Zapewne też (z uwagi na Stacha i mniejszą ilość dostępnego czasu) moje treningi stały się  dużo bardziej efektywne i większość była realizowana na poziomie 0,75 -0,8 IF – co znaczyło by, że zmądrzałem 😉 – czyżby to było możliwe :)?!

W tym roku moje roztrenowanie było najdłuższe w całej mojej sportowej historii.
Ponad 3 miesiące praktycznie nic nie robienia – psychicznie bolało, ale fizycznie było bardzo potrzebne. W końcu trenowanie przez 6 lat nie pozostaje bez pływu na zmęczenie organizmu, zmęczenie  które potrafi kumulować się miesiącami a moim zdaniem nawet latami.
Nadal czuje się dużo słabszy niż w tym samym okresie w roku ubiegłym , chodź liczby pokazują że rok temu byłem na tym samym poziomie.
Moje techniczne wykształcenie karze wierzyć liczbom 🙂


Różnicą która w ubiegłym roku wyniosła mnie na zupełnie inny poziom a w tym roku jej zabraknie był Triathloncamp Majorka … domowymi sposobami przy naszym klimacie nie da się osiągnąć takiego poziomu w tak krótkim czasie ( chyba że jest się Sandersem i kocha się trenażer i bieżnie)

Nie składam jednak broni. Na horyzoncie Kona , a czas ucieka nieubłaganie.