Swissman 2015 – RatRun

T2 to strefa jakich mało – jedna toaleta , mały namiot oraz parking dla support car-ów, a to wszystko nad brzegiem lazurowego jeziora.

Dojeżdżając już z daleka widzę  jak mój support właśnie dociera na parking  – Panowie ledwo zdążyli – a już myślałem że będę mógł odpocząć

Oglądając filmy widziałem dziesiątki osób kibicujących wpadającym do T2 zawodnikom. U mnie było zupełnie inaczej  –  pusto i cicho …

Przekraczając belkę, w tym wypadku dosłownie była to kłoda drewna położona w poprzek drogi, usłyszałem tylko dzwonek, który zwiastował przybycie zawodnika do T2. Powoli zaczęło docierać do mnie, to co Kuba jakiś czas temu wspominał na górze – jestem gdzieś bardzo wysoko w klasyfikacji, brak kibiców , ciągła obecność samochodu organizatora oraz zadowolenie trenera ( który miał oczy jak 5 złoty ), to wszystko zaczynało mieć teraz sens.

Rower wymieniam za plecak pełen suchych ubrań.

– Michał jak się czujesz ?
– Może być ale teraz muszę chwile odpocząć bo nie dam rady
– Idź się przebieraj a ja zajmę się rowerem , jak będziesz gotowy ruszaj.


Jak na złość z nieba zaczyna mocno padać, na tyle mocno iż  z stojącego ToiToi robię sobie przebieralnie – w końcu i tak jestem sam w strefie.

Od rozmowy z Kubą nie mijają 2 minuty gdy w mojej głowie pojawia się wizja osób, które wyprzedają mnie gdy ja siedzę w  “przebieralni”

Na zewnątrz nadal Kuba zbiera moje rzeczy gdy ja jak poparzony wyskakuje i pędzę przed siebie

– Co ? Już ? Miałeś odpocząć
– Chyba już , widzimy się za 15 km

Na trasie biegowej przygotowanej przez organizatora można zatracić poczucie czasu. Pierwsze 20 km to ścieżki pieszo-rowerowe prowadzące przez piękne alpejskie miasteczka usytuowane w dolinach tuż obok lazurowych jezior. Nigdy do tej pory nie było mi dane biegać w takich miejscach – dlatego właśnie tą cześć trasy wspominam najmilej

Co jakiś czas z nieba padał deszcz, tak szybko jak przychodził tak samo szybko odchodził. To chyba urok tych góry – bo tubylcy zdawali się nawet nie zauważać tej lejącej się z nieba wody.

Od 15 do 28 km towarzyszy mi Kuba. Była to naprawdę dobra decyzja, bo ściana ( jedna z wielu, leczy ta była wyjątkowo wysoka ) na 25 km samodzielnie mogła by okazać się nie do przeskoczenia. Kilka słów trenera, motywująca rozmowa z Kacprem Adamem oraz świadomość, że na  monitorach kropka, która śledzi tak wiele osób, właśnie stanęła – dało mi porządnego kopa. Teraz byłem już za blisko aby się poddać, o rezygnacji nie było mowy , teraz musiałem trzymać tempo i gnać do przodu (gnać to chyba zbyt przesadzone słowo). Nadal miałem szanse na otrzymanie się w  TOP5

Na 28 km Kuba znika aby zgodnie z regulaminem w punkcie kontrolnym na 32km “odprawić” nasze plecaki. W tym momencie doceniam role supportu – nie koniecznie jako wielbłąda do noszenia kurtki, a raczej osoby która potrafi zauważyć zbliżający się kryzys, i tak poprowadzić myśli aby bezpiecznie go ominąć.

– Michał potrzebujesz czegoś w punkcie kontrolny, jakieś żele , cola ?
– Załatwicie mi kanapkę, taką jak na wycieczki z serem.

Wokół punktu kontrolnego tłoczyło sie dziesiątki osób. Przypadkowi turyści, organizatorzy , ale przede wszystkim rodziny i znajomi uczestników.  Z daleka widziałem powiewającą flagę GT RAT – był mój support , dojechał też Wojtek – wszyscy na miejscu.

Organizator bierze mnie do namiotu, uścisk dłoni, kilka kontrolnych pytań – czy aby na pewno wiem co robię-  i dostaje  zielone światło na dalszą drogę.

No to zaczynamy ostatnie 10 km . Jeszcze 10 godzin wcześniej cel był jeden – być w pierwszej 20stce. Już wiedziałem że zrealizowałem go w 100%   – więc czemu nie spróbować zrobić 200 %. Spojrzałem na Kubę , szybka analiza sytuacji i zmiana planów. Dajemy z siebie wszystko. Staramy się utrzymać pozycją przy okazji kończąc trasę biegową w maksimum 5h.

Czułem  się jak Frodo który szedł , szedł i szedł a ta jego góra ciągle była daleko. W każdym możliwym momencie starałem się biec, takich momentów nie było jednak zbyt wiele. Szybki marsz zdawał się  być bardziej efektywną formą pokonywania tej trasy. Na 4 km podbiegu spadam o jedną lokatę w dół.

– Kuba nie oddam już nawet jednego miejsca, nawet jakbym miął tu na czworaka zasuwać.

Jeszcze kilka zakrętów , na szczycie widać już flagi Swissman-a , teraz nogi niosą same. Nie czuć zmęczenia , głodu , pragnienia – całe ciało przepełnia radość a do oczu cisną się łzy.
Nie myślę o tym, że jestem piąty na mecie , jestem szczęśliwy bo dotarłem, spełniłem swoje marzenie, które kilka miesięcy wcześniej wydawało być się nie osiągalne. Niemożliwym jest opisanie emocji, które w tym czasie mi towarzyszyły, nigdy wcześniej nie przeżyłem czegoś podobnego.
Euforia po chwili zaczyna ustępować miejsca uczuciu zimna i zmęczenie. Mimo mojej chęci pozostania w tym miejscu trener szybko sprowadza mnie do kolejki.

  Hostel znajduje się tuż obok dolnej stacji kolejki oraz miejsca gdzie rozpoczyna się ostatnie 10 km trasy biegowej.  Z tego miejsca mogę obserwować kolejnych zawodników rozpoczynających ostatni etap zmagań  – tak naprawdę to oni, idąc z łapkami sa prawdziwymi bohaterami tych zawodów.

Rozładowany do tej pory telefon dostaje w końcu dawkę prądu. Po chwili zmuszony jestem go wyłączyć aby móc iść spać 🙂 Dziesiątki maili , postów , telefonów –  chyba dopiero w tym momencie dociera do mnie co tak naprawdę się tego dnia stało.
Przynajmniej na rok 🙂 bo mam nadzieje, że jakiś Polak wygra te zawody, jestem najszybszym Polakiem w historii zawodów Xtreme.

Ten sukces nie jest sukcesem jednej osoby.
Szczególne podziękowania dla Olimpii za wsparcie na każdym etapie przygotowań, Kuba Adama za bycie moim trenerem do ostatniego metra :), Rafałowi za spokój na trasie i przygotowanie godne najlepszego pilota WRC , Michałowi Kuczyńskiemy za relacje foto. Wojtkowi za poświęcenie swojego prywatnego czasu i wspieranie mnie na trasie zawodów. No i przede wszystkim Wam , patrzącym godzinami w niebieską kropkę przesuwającą się po mapie. Nie raz dawaliście mi motywacyjnego kopa.

Nie martwcie się to jeszcze nie koniec.
Czekam tylko na pomysły o czym chcielibyście przeczytać, co was interesuje i nurtuje. Z przyjemnością podzielę się z Wami zdobytym doświadczeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *