Start główny – czy aby na pewno

Powoli w mojej głowie klaruje się wizja tego sezonu.

Tak to nie pomyłka, jest połowa marca i to co powinno być już pewne od dobrych kilku miesięcy dopiero teraz zaczyna nabierać kształtów, które w obliczy zeszłorocznych wydarzeń dla niektórych mogły by wydawać się raczej rozgrzewką 🙂

Nie ukrywam – nie łatwe jest pogodzenie powiększonej rodziny, pracy i treningów ( i to w tej kolejności).
Trenowanie, które do tej pory zajmowało większość mojej głowy i było na pierwszym miejscu – spadło o kilka lokat. W końcu sens życia to rodzina , a bez pracy nie stać mnie będzie na trenowanie  , tak więc trzecie miejsce dla treningów jest jak najbardziej trafione.

Wracajmy jednak to tematy.

Za namową Mariusza ( i po części przez niego) już za kilka miesięcy stanę na starcie Ironman Nicea wraz trzema RAT-owymi towarzyszami niedoli 🙂 Arkiem , Arturem i Mariuszem.

Nicea to jedna z najcięższych europejskich tras Ironman-a, dlatego nie ma co liczyć na poprawienie wyniku z Barcelony, która pod względem prędkości trasy leży na dokładnie przeciwległym biegunie.
Czy w związku z tym mam odpuścić ?
Oczywiście, że nie – bo skoro jedzie się już na taki start to trzeba dać z siebie wszystko , wszystko na co w danym momencie Cię stać – wielu z was może się z tym nie zgadzać, jednak w moim przekonaniu dystansu IM nie robi się dla zabawy – robi się go po to aby pokonywać własne ograniczenia , zdobywać doświadczenia aż w końcu po to aby zakwalifikować się na Kone. Może właśnie dzięki takiemu podejściu ten dystans zawsze będę darzył olbrzymim szacunkiem, niezależnie od czasu z jakim będę go pokonywał.

Trasa pływacka i biegowa to standard – mokro i płasko. Tu cała walka toczyć się będzie na cześć rowerowej, a tu od samego patrzenia na profil bolą nogi :D.

image

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *