Miękinia w błocie

Czy trenowanie triathlony sprawia mi przyjemność?  – oczywiście że tak, inaczej bym tego nie robił.
Minęły te czasy kiedy robiłem coś na pokaz i dla innych, kiedy to szło się za szkołę na papierosa , tylko po to by być częścią tej “fajniejszej” grupy.
Teraz wszystko co robię, musie mniej lub bardziej sprawiać mi przyjemność- tylko w taki sposób jestem w stanie ciągle przeć do przodu.

Przychodzą jednak takie dni kiedy ilość i monotonność treningów potrafi przytłoczyć. Ciężko stwierdzić kiedy to się zaczyna, bardzo łatwo jednak zauważyć kiedy dochodzimy do granicy możliwości. Jeszcze kilka dni temu spod stosu, który mnie przygniatała wystawały już tylko koniuszki moich palców, gdy na ratunek przyszedł Bike Maraton Miękinia.

Czemu Bike Maraton ? – bo to nie triathlon (a  bycie członkiem Grupy Triathlonowej RAT nie ogranicza mnie tylko do triathlonu ):) może i jest tam rower ale przy okazji dużo błota , znacznie więcej adrenaliny i zupełnie inny poziom rywalizacji. Dodatkowo  dla mnie taki start to bardziej zabawa niż zacięta walka o każdą pozycje.

Tym startem żyłem ponad tydzień – na samą myśl o sobocie wewnętrzne sam do siebie się uśmiechałem.
Mój profesjonalizm zawodnika szybko dał o sobie znać. Nie sprawdziłem trasy ( do tego stopnia, że rano pojechałem na miejsce starty sprzed 2 lat :), nie sprawdziłem czy w rowerze wszystko mi działa ( i oczywiście nie działało), zgubiłem wcześniej odebrany numer i po raz pierwszy stałem na końcu swojego sektora.
To wszystko jednak nie miało znaczenia – liczyło się tylko ponowne naładowanie baterii, które wymagały szybkiego zastrzyku energii

W tym MTB coś jednak jest – gdy pierwsze krople błota spadają na twarz od razu człowiek wie, że żyje. Pod tym względem I edycja Bike Maratonu nigdy nie zawodzi – tu błoto jest zawsze i pod dostatkiem. Po 300 metrach byłem już mokry, po kolejnych kilkuset było mi już wszystko jedno czy omijam czy też jadę środkiem przez największe bagna ( PS – środek bardzo często był znacznie szybszy)

Zabawa zabawą, jednak po przeanalizowaniu wykresów stwierdzam, że nie było lekko. Cały dystans pokonany w stylu interwałowym w tętnie z 4 strefy . Start na 400 pozycji a meta już na 50,.  ilość TSS jakie daje mi 3 godziny ciężkiego pedałowania na szosie – należała mi się regeneracja 🙂

-Kochanie chyba sobie dzisiaj odpocznę bo trochę się zajechałem na tych zawodach a jutro mam półmaraton.
– Ale mówiłeś, że to dla przyjemności i nie będzie ścigania
– No tak mówiłem
– To po czym ty chcesz odpoczywać, przecież to trwało 2 godziny

Tak to właśnie jest jak się ma żonę która trenuje – w ramach regeneracji kopanie oczka wodnego – ważne że na świeżym powietrzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *