Szlifowanie

To już ostatnie sprawdziany przed zbliżającym się startem w Swissman 2015.

Ten weekned planowany już od dawna miał mi pokazać czy zimowe przygotowania nie poszły na marne – po 48 godzinach wniosek nasuwa się tylko jeden – jestem gotowy, psychicznie i fizycznie jak nigdy dotąd.

Podobno jeśli człowiek sobie coś wiele razy powtarza to staje się to prawdą – zobaczymy 😀

Wszyscy wiemy, że zawsze może być lepiej, jednak w odróżnieniu od poprzednich sezonów trener nacika na to abym się nie przetrenował i nie skontuzjował, w końcu ten start to realizacja marzeń a nie walka o przetrwanie. Oczywiście chce wypaść na nim jak najlepiej ale nie kosztem własnego zdrowia.

Po tygodniu laby – bo właśnie tak można nazwać delikatne rozruchowe treningi w okresie regeneracji przyszedł czas na górki. Mimo wielu zapowiedzi pogoda zupełnie się nie sprawdziła i była idelana do jazdy rowerem.

Plan był prosty – zrobić blisko 3400 m przewyższeń podczas jednego treningi wyciągając wnioski z sygnałów jakie będzie mi dawał organiz.

Polska cześć trasy … tu poza Michałowicami – gdzie na całym podjeździe jest nowy asfalt – może przemilcze jakoś dróg. Prawdziwe przyjemne kolarstwo zaczyna sie po czeskie stronie. Drogi , kierowcy , piekne “szwajcarskie” wioski – tam aż chce się zwolnić aby nacieszyć oko tymi widokami.

Szklarska Poręba, Michałowice , Podgórzyn , Odrodzenie , Szpindlerowy Młyn , Rokitnice, Harahov , Jakuszyce , Szklarska Poręba

Do tego troche biegania i pływania – czy można czegoś chcieć wiecej.

Prawdziwe wnioski wyciągam dopiero dzisiaj, po odespaniu tych dwóch dni 🙂

– jeśli pogoda mnie nie zaskoczy wiem że jestem w stanie pokonać trasę rowerową

– batony domowej roboty w połączeniu z tabletkami i żelami Enervit-a zdały egzamin

– pić, pić i jeszcze raz pić – znacznie więcej niż 2 bidony na 4 godziny 🙂

– mniej patrzeć na zegarek a wiecej zaufać swoim swojej głowie

– pomyśleć o zmianie kasety na 11-28 🙂 ale tego juz wózek nie pociągnie 🙂

– więcej spać

– nie zapomnieć soli na start

– zapewnić sobie na mecie Enervit R2 🙂

Jem by żyć

Analizujac
plan trasy oraz otoczenie lini startu, jestem jak najlepszy agent służb
specjalnych – w mgnieniu oka odnajduje wszystkie cele, by być
przygotowanym na najgorsze, które wiadomo że nadejcie – nie umknie mi lokalizacja żadnej toalety ani ToiToi-a .
Jakoś to będzie – było moją
stałą dewizą. Jadłem przed i w trakcie startu nie testowane wcześniej produkty,  a następnie byłem zły na kolejne żołądkowe problemy.

Start
w Swissmanie zminił nie tylko moje podejście do treningów , uświadomił
mi też,  że tu już nie bedzie tak łatwo.

Dystans + przewyższenia = tysiące
kalorii które bede musiał przyjać na trasie. Kalorie = jedzenie .
Jedzenie = problemy
Problemy – na to tym razem nie moge sobie pozowlić – w końcu na trasie kolarskiej i biegowej nie ma toalet. 🙂

W ruch poszły wyszukiwarki internetowe, w których po wspisaniu  “baton energetyczny domowej roboty" wytskoczyło dziesiątki pozycji.

Trudno – zaczynamy od początku.

Przedemna
kilka dni testowania  smaków , składów i kaloryczności – jeśli już znajdę
typ, który mi najabardziej pasuje podziele się nim z wami. Oczywiście
przepisem 🙂 no chyba  że spotkamy się na treningu. 

Oczywiście nie wszytko można zrobić samemu – izotoniki i żele pozostają , ale o tym już niebawem.