Maseczka

Nie ma tego dobrego….
Chyba tak można powiedzieć o lecie, które już na dobre odeszło.

Realizowanie treningów kolarskich w tym okresie przenosi się w większości przypadków pod dach – nie licząc weekendów gdzie nadal będzie można poszaleć na świeżym powietrzu.

Nie zwarzając jednak na szybko zapadający zmrok moja mała główka wpadła wczoraj  na pomysł zrealizowania szybkiego  bo zaledwie półtorej godzinnego treningu w terenie.

Już po 30 minutach wiedziałem iż był to jeden z tych pomysłów których po realizacji się żałyje.

Ale co zrobić… podczas Swissmana mogę mieć śnieg na przełęczach więc może warto sie powoli przyzwyczajać 😉

Na zakończenie mała kąpiel… tak wiem – myjka to zło.  Ale musicie wierzyć mi na słowo, nie chcielibyście roweru w takim stanie wieszać na ścianie w kuchni.